RSS
piątek, 05 maja 2006
N. na koniec niezwykle krótkiego tygodnia
Gdyby kiedykolwiek miało się u mnie rozwinąć jakieś poważne zaburzenie psychiczne pewnikiem byłby to chad czyli choroba afektywna dwubiegonowa; zwana kiedyś psychozą maniakalno-depresyjną.Zaburzenie to charakteryzuje się naprzemiennym występowaniem dwóch stanów: znacznego pobudzenia, poczucia poasiadania ogromnej energii witalności, zmniejszonej potrzeby snu tzw manii oraz uczucia ogromnego przygnębienia, braku energii, chęci do życia, siły itd czyli depresji

Mam tygodnie i miesiące kiedy jestem pełen energii, mam siłę na pracę, naukę, zabawę, doba wydaje mi się za krótka, zaś 4-5 godzin snu to czas w zupełności wystarczający na odpoczynek. Zdarzają mi się natomiast okresy, w których funkcjonuje najzupełniej normalnie tzn. mój nastrój jest wyrównany, wstanie bladym świtem wymaga dużej dozy samomotywacji a do jasnego myślenia niezbędne jest mi kilka kubków mocnej kawy. Jestem teraz w tym drugim stanie.

O swoich zasobach energetycznych wnioskuje codziennie rano ok 6, zaraz po przebudzeniu. Jeśli wygrzebanie się z pieleszy zajmuje mi kilkanaście minut znaczy to że mój nastrój uległ wyrównaniu

Pierwsze myśli, które mi dzisiaj przebiegały przez głowę to znowu były potencjalne wykręty do wypowiedzenia przez telefon, usprawiedliwiające moją absencję w N. Zmotywowałem się jednak tym, że co raz więcej moich kolegów i koleżanek po fachu przejawia chęć do wolontariuszowania w N. i jeśli pozwolę sobię na odpuszczanie podróży tam to podziękują mi serdecznie za współpracę.

Po zwycięskiej wewnętrznej potyczce pognałem na dworzec. Do N. dotarłem planowo na kilka minut przed godziną 9.
Nie wyglądo to wesoło, od kilku dni Oddział jest przepełniony - pensjonariusze leżą już nawet nie na dostawkach (łożkach polowych) ale na materacach. Nie przeszkadza to Izbie Przyjęć kierować na Oddział kolejnych pacjentów. Może Szpial powinien zainwestować w namioty i póki jest ładna pogoda lokować pacjentów w namiotach?

Przez pierwszą godzinę sączyłem kawę i przysłuchiwałem się opowieściom lekarzy na temat układzików rządzących de facto Szpitalem. Wszędzie jest tak samo...

Wreszcie kilka po minut po dziesiątej przechwyciłem kartę i pomaszerowałem na górę na spotkanie z pierwszym i jedynym tego dnia pensjonariuszem.

R. liczy sobie nieco ponad 40 lat i Sanatorium odwiedził po raz 12. Rozpoznanie: Epizod depresji umiarkowany, ZZA (zespół zależności alkoholowej) w okresie abstynencji.
Pan R. trafił na Oddział pierwszy raz w 8 lat temu. Po dwóch tygodniach picia różnego rodzaju trunków był w takim stanie że przerażona żona zadzwoniła po pogotowie. On sam twierdzi, że pobyt w Sanatarium tak nim wstrząsnął, że przez następne 3 lata nie brał procentów do ust. Problem z napojami wyskokowymi zaczął się u niego już we wczesnym dzieciństwie - ojciec jego pracował w gorzelni i przynosił wyroby swojego zakładu do domu zaś małoletni R. mu je podkradał. Generalnie jednak swoje dzieciństwo wspomina dobrze. Wszystko zmieniło się gdy R. skończył lat 15 i wysłany został do szkoły z internatem. Czuł się tam bardzo źle; wręcz nie mógł znieść tego miejsca. Dlatego często uciekał, wolał jeździć pociągami podmiejskimi, spędzać w nich noce niż tam wracać. Efekt: zawalona szkoła i powrót do rodzinnej wioski. Podejmuje naukę w pobliskiej szkole, udaje mu się ją ukończyć i zdać maturę.

Po zakończeniu nauk idzie do wojska a po odbyciu służby wojskowej przez kilka lat pracuje dorywczo. Wreszcie zostaje policjantem zaś niedługo potem poznaje swoją przyszłą żonę. Rodzina jego wybranki od początku była mu niechętna, zwłaszcza że przez czas jakiś pomieszkiwali bez ślubu.

R. o swojej małżonce: "Nigdy jej nie kochałem. Z litości się z nią ożeniłem"
Ostry kryzys w małżeństwie zaczął się kilka lat temu; żona wg. R "podburzała" przeciwko niemu dzieci, składała doniesienia do prokuratury. "Miałem dużo stresów, znowu zacząłem pić..." Zostaje skazany za jazdę po pijanemu.
Po powrocie do nałogu trafia co krótki czas do szpitala "Piłem, lądowałem w Sanatorium, doprowadzali mnie do stanu używalności i znowu piłem" Żona się od niego odsunęła i niebawem zażądała rozwodu.

Podjął próbę samobójczą - rozpędzonym samochodem uderzył w betonową barierę na moście - skończyło się na lekkich obrażeniach.

Niedawno sąd unieważił małżeństwo bez orzekania o winie. R. ma prawo widywać się z dziećmi w ściśle określonych godzinach - twierdzi że przez byłą żonę, jego potomstwo nie chce się z nim widywać.
Od ponad roku już nie pije. Skarży się jednak na przygnębienie, brak energii, problemy ze snem. Izoluje się od ludzi. Jednak na samym początku naszej rozmowy powiedział że miał ostatnio okres w którym bardzo mocno udzielał się towarzysko, próbował odnawiać zerwane kontakty.

Czego brakuje w tej historii - R. najprawdopodobniej bił swoją żonę i dzieci. Nie powiedział jednak na ten temat ani słowa - muszę się czegoś na ten temat przy najbliższej okazji dowiedzieć.
R. mówi że odkąd nie pije nie potrafi sobie radzić ze swoimi emocjami - "duszę wszystko w sobie"

Ze swojego przeprowadzenia tej rozmowy jestem średnio zadowolony - odczuwałem przymulenie i niedostymulowanie przez co nie zadałem kilku istotnych pytań i nie podjąłem wątku żony. Będzie ku temu okazja w poniedziałek.

Sam R. budzi we mnie mieszane uczucia - z jednej strony jest układny, miły, cichy i bardzo kontaktowy ale spod tego wystaje mocno zaburzona osobowość.

Na dziś tyle.


Z. po długim weekendzie (notka z 4.05.2006)

Bez bicia przyznaje się, że nie chciało mi się dzisiaj jechać do Z. Pięć dni błogiego nic nie robienia rozleniwiło mnie okrutnie. Moja motywacja spadła o jeszcze kilka stopni w chwili, w której uświadomiłem sobie że dzień wcześniej pomyliłem się nastawiając budzik i pociąg nie odjeżdża za godzinę ale za 10 minut. Stałem tak rozważając za i przeciw i powolutku konstruując w głowie zgrabną wymówkę; mój wzrok padł jednak na poniewierającą się na stole kartkę z dużym napisem GENOGRAM. M.N dzisiaj ma ostatni dzień pobytu – a polecenie „zgenogramowania” go dostałem już w zeszłym tygodniu. Sprawdziłem szybko o której jest następny wehikuł PKP do Z. i pognałem na autobus

Ludzie w środkach komunikacji miejskiej w godzinach wczesno porannych  to fascynujące zjawisko. Wyglądają trochę jak mumie, albo żywe trupy; nieobecny wzrok wpatrzony gdzieś w dal lub tępo spoglądający w okno, dramatyczna, często zakończona klęską walka o utrzymanie otwartych oczu. Jeśli dodać do tego ścisk tramwaju obrazek robi się surrealistyczny.

Moje ostatnie obcowania z PKP przynosiły mi wiele frustracji. Nigdy nie przestanę się dziwić dlaczego, na jednym z większych dworców kolejowych w Polsce sprzedawanie biletów trwa tak długo. Panie kasjerki dysponują ciekłokrystalicznymi, obsługiwanymi poprzez dotyk ich sprawnych dłoni monitorami a czasami mam wrażenie że szybciej by im sprzedaż szła gdyby ręcznie bilety wypisywały. No i jeszcze karty płatnicze: dwie kasy, z czego w jednej nie sprzedają biletów na pociągi osobowe. Może powinienem się cieszyć, że w ogóle plastiki są akceptowane?

Gazeta, drożdżówka i biegiem na peron. Usadowiwszy się w przedziale pociągu, który niebawem nadjechał poczyniłem kolejną obserwację co do krajowego monopolisty kolejowego. Jeśli chodzi o ogrzewanie w wagonach to są tylko dwie opcje: bardzo gorąco i bardzo zimno. Stanów pośrednich brak...

Do Z. dojechałem trochę spóźniony, na szczęście Poranne Spotkanie zaczęło się dokładnie w momencie, w którym wbiegłem do sali. Pensjonariuszy było dzisiaj mniej niż zwykle. Pani Z. podobno chora a powodu nieobecności Pana A. nie dosłyszałem. Każdy jak zwykle opowiedział co robił w ciągu kilku ostatnich dni – szczególnie fascynujących opowieści nie zarejestrowałem. Powtarzały się narzekania na niesprzyjającą aurę i na to  że to już koniec długiego weekendu. Następnie krótka przerwa, łyk kawy typu siekiera i do pomieszczenia obok na Najważniejsze Spotkanie Poranne. Rozmowa dziś dotyczyła generalnie kończącego swój pobyt M.N. M choruje od wielu lat na schizofrenię paranoidalną, od długiego czasu jest pod specjalistyczną opieką. Nie znam dokładnie jego historii, jakieś okruchy dni gdy choroba była w rozkwicie pojawiają się tylko od czasu do czasu w jego wypowiedziach. Generalnie udało mu się jakoś ułożyć życie – choć wiele pracy jeszcze przed nim.

Przyjemnie słuchało się tego jak pensjonariusze żegnają swojego kompana, jak opowiadali o tym co wniósł do grupy i że będzie im go brakować. Moim zadaniem podczas tego spotkania jest notowanie wypowiedzi jego uczestników i dlatego tylko kątem oka patrzyłem na zgromadzonych w pomieszczeniu ale miałem wrażenie, że oczy się panu M zaszkliły.

Dzień generalnie upłynął na mało interesującej robocie papierkowej – oraz na doraźnej pomocy S.G z jego nowym telefonem. Albo się zgrywa, albo faktycznie obsługa aparatu Sony Ericsson go przerasta  ; -)

Spotkanie Popołudniowe do złudzenia przypominało to Poranne; brak kilku osób, senna atmosfera i opowieści o tym co wydarzyło się w czasie majowego weekendu. Nic mi specjalnie nie utkwiło w pamięci. Powróciłem do swoich papierów, bowiem na Najważniejsze Spotkanie Popołudniowe póki co wstępu jeszcze nie mam. Wiąże się to z sytuacją jaka miała miejsce podczas mojego pierwszego dnia wolontariuszowania w Z. To jednak temat na inną opowieść.

Od papierków oderwały mnie tylko dwa wydarzenia: niespodziewane pojawienie się Ż. studiującej rok niżej i również mającej ochotę na wolontariat (a może coś więcej; przybyła w asyście Głównej Szefowej) oraz krótka rozmowa z N. która jest pensjonariuszką. Chciała się dowiedzieć o możliwość zaocznego studiowania tego kierunku który ja zgłębiam oraz czegoś na temat konstruowania testów i kwestionariuszy. Zielonego pojęcia o tym nie mam ale produkowałem się jakieś 10 minut, więc istnieje szansa że odebrała mnie jako osobę kompetentną ; -)

I to w zasadzie na tyle. Porozmawiałem jeszcze przez chwile z E. Wybiera się do psychoterapeuty. Na mnie też powoli czas – tylko że ciągle nie wiem czy mam w sobie gotowość na poruszania pewnych niefajnych spraw i historii.

Czuję się dobrze, choć jestem nieco przygaszony. Nie wiem dokładnie dlaczego ale mam wrażenie że gdzieś się czai jakaś niepewność i zwątpienie co do własnych kompetencji... 

Jest jeszcze niepewność co do tego bloga – nie wiem czy nie naruszam żadnej tajemnicy. Mam potrzebę uzewnętrznienia się i dlatego piszę – staram się jednak aby uniemożliwić identyfikację jakichkolwiek szczegółów personalnych. Jeśli ktoś w tym rozpoznaje siebie i nie życzy sobie tego proszę o kontakt.

Za niecałe 8 godzin do N.

Archiwum